-

umami

Kliczków — Jacek Drobny poza konkurencją

W sobotę wieczorem, około 20:30, zakończyła się III. Konferencja LUL.
O samej Konferencji na razie nic nie napiszę, może jeszcze będzie okazja.
Jacek Drobny nie występował. Był gościem.

Kiedy szedłem się odświeżyć do hotelu, znajdującym się poza zamkiem, nic nie zapowiadało jakiegoś trzęsienia ziemi.
Te jednak, jak wiemy, przychodzą znienacka...

Zdarza się, że idąc ulicą, jadąc tramwajem, albo gdzieś z mediów dochodzą nas dźwięki jakiejś urzekającej muzyki, która dokonuje w naszych estetycznych hierarchiach radykalnego przemeblowania. I bez najmniejszego oporu ulegamy czyjejś wirtuozerii (czy to wokalnej, czy też instrumentalnej). Dzieje się to niejako z marszu. Taka muzyka „bierze” nas z zaskoczenia i nawet do głowy nam nie przyjdzie, żeby się jej opierać.

Trochę inaczej bywa, kiedy wcześniej gdzieś nas ktoś zaprosił, a bardzo nie chce się nam tam iść. Im bliżej rozpoczęcia zaplanowanej imprezy, tym bardziej szukamy sposobu, żeby się wymiksować. Kiedy się potrafimy przemóc, często okazuje się, już na miejscu, że nie było tak źle, jak to sobie wyobrażaliśmy, i co potęgowało zniechęcenie, a czas wydłużał tylko te nasze męczarnie. W takich sytuacjach najpierw stawialiśmy opór, a później się tylko miło rozczarowaliśmy.

Podobnie jest z daniami, na które mamy „długie zęby”, programowo ich unikamy i nie konsumujemy ale, tak naprawdę, nie uświadamiamy sobie dlaczego. Kiedy się decydujemy, okazuje się, że to coś smakuje całkiem całkiem a czasami nawet bardzo i nie możemy zrozumieć, jak to się stało, że mieliśmy to uczulenie.

Do tego trzęsienia mogło nawet nie dojść.
Po prostu, po tym „wykładniczym” maratonie wszedłem pod prysznic, a zaraz potem zamierzałem podreptać na zamek, żeby napić się piwa, bo było gorąco. No ale zrobiło się późno i okazało się, że bar obok zamykają za pół godziny, a na zamku trwało przecież niespodziewane wesele. Zdecydowałem, że zostaję i przycupnę, gdzieś obok, przy stoliku naszego Gospodarza, którego wypatrzyłem, siedzącego z rodziną i swoimi gośćmi. Gospodarz, miły człowiek, mnie nie pogonił :)
Siedziałem sobie, sącząc piwo, przysłuchiwałem się rozmowom, sporadycznie coś tam mrucząc. Miałem okazję wysłuchać pięć dowcipów, anonsowanych przez profesora Krzysztofa Ostaszewskiego, podczas wykładu o ubezpieczeniach. Niestety nie powtórzę ich tutaj, bo były — raz — że za długie, a dwa — mam „sklerozę dowcipową” i ich nie zapamiętuję. W trakcie tych rozmów przy stole byłem częstowany posiłkiem i napitkiem ale odmawiałem. Głodny nie byłem, pragnienie zaspokoiłem i nawet nie dopuszczałem myśli, że do szczęścia potrzeba mi czegoś więcej.

Już po fakcie, oczywiście, nie mogłem zrozumieć dlaczego właściwie się opierałem. Czy tak się dzieje, kiedy wypełniliśmy po brzegi swoje myśli i zaspokoiliśmy pragnienie, sądząc, że nic nowego nie jest nam potrzebne, bo nawet nie starczy nam na to miejsca?

Po mojej prawicy, a po lewicy Gospodarza, siedział Jacek Drobny z koszyczkiem.
Przedstawiać Jacka Drobnego Czytelnikom SN nie muszę ale o tym koszyczku — koniecznie napisać trzeba.
Kiedy usiadłem ze szklanką piwa, na stole stało parę kieliszków i kilka butelek wina. Kiedy, któryś z kieliszków odstawiono pustym, zaraz był uzupełniany. Kiedy zawartość butelki była opróżniana, Jacek Drobny sięgał do koszyczka...
Kiedy wypiłem swoje piwo, a bar został zamknięty, kilka razy proponował mi skosztować ale odmawiałem konsekwentnie, bo przecież nic mi więcej, do szczęścia, nie brakowało.

Trzęsienie ziemi nastąpiło kiedy w końcu uległem kolejnej propozycji.
Na pytanie: — Które? odpowiedziałem: — może czerwone...?
Ale Jacek Drobny zaproponował mi białe, twierdząc, że robi najlepsze białe wino w Polsce.
Uśmiechnąłem się do siebie, myśląc, że to takie typowe przechwałki, kogoś dumnego z tego, że coś mu wyszło.

Za białym winem nie przepadam, albo może właściwiej byłoby napisać, że nigdy go nie lubiłem, bo jak tylko wypijałem chociaż mały kieliszeczek, to od razu w głowie zaczynało mi dudnić i musiałem to odchorować ciężkim bólem głowy. Tak było prawie całe moje życie, pomijając okres dziecięctwa, kiedy alkoholu do ust nie brałem, aż do czasu, kiedy moi znajomi zaczęli z winami eksperymentować, czy to kupując, jakieś polecane przez zaprzyjaźnionych handlarzy, czy też biorąc udział w okazjonalnych degustacjach. Miałem więc okazję próbować naprawdę dobrych, bo zmieniłem zdanie na temat białego wina a i głowa przestała mnie boleć po jego spożyciu, no ale nie jestem żadnym znawcą, ani specjalnym miłośnikiem. Raczej napisałbym o sobie, że jestem profanem. Nie znam się. Nie przeczytałem żadnej książki o winie, która cokolwiek by mi przybliżyła. Pamiętam jedynie plagę filoksery z XIX w., ale z zupełnie innych książek. Kiedy myślę o napiciu się wina, zwykle wybieram czerwone. Z białych bardzo lubię lodowe.

Jacek Drobny się nie myli — jest słusznie przekonany o wartości swojego dzieła i nie mówi nic na wyrost.
Jacek Drobny robi najlepsze białe wino w Polsce!
Na opis tego wina nie będę się nawet porywał. Wina o takim smaku nigdy nie piłem. Wybitne!

Kiedy wypiłem pierwszy kieliszek padło: — Przejdźmy teraz o poziom wyżej.
Mój kieliszek wypełnił się chardonnay.
I tym razem Jacek Drobny się nie mylił.
Chwilę wcześniej, trudno mi było sobie nawet wyobrazić, że istnieje jakiś wyższy poziom, i że po tak wspaniałym pierwszym winie, będę próbował czegoś jeszcze lepszego. Wydawało mi się, że już przy tym pierwszym, ten poziom został osiągnięty. Myliłem się ale i w tym wypadku, nie zdobędę się nawet na próbę opisu. Po prostu niebo w gębie!

Dopiero po tych białych winach, w moim kieliszku znalazło się wino czerwone.
Padła nazwa szczepu, ale nie dałem po sobie poznać, że nic mi ona nie mówi i że słyszę jego nazwę pierwszy raz. Co gorsza nie pamiętam jej.
Czy to był gamay?

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Kiedy we wszystkich butelkach ukazało się dno a w wiklinie nie było czego szukać, rozeszliśmy się.

To było wspaniałe przeżycie, które spadło na mnie nieoczekiwanie. Najbardziej zdumiewa mnie to, że takie potencjalne olśnienia znajdują się często obok nas, a nawet ich o to nie podejrzewamy i pozostajemy na nie zamknięci, głusi lub ślepi. Cieszę się, że zmieniłem swoje nastawienie.

Wiem, że nie każdy miał okazję spróbować, ale uczulam — jeśli będą mieli kiedyś Państwo okazję — nie odmawiajcie pod żadnym pretekstem.

Nie wiem, czy Piotr Tryjanowski miał okazję pić wina Jacka Drobnego i czy wspomniał o nich w swojej książce Ptaki i wino. Nie mogę tego stwierdzić, ponieważ tę książkę kupiłem dopiero podczas tej III. Konferencji i jeszcze jej nie przeczytałem. A kupiłem ją tylko dlatego, że podobała mi się jego książka Rozum z ptakimi odlatuje, którą nabyłem w Tłokini, bo jak wspominałem wcześniej, winem się nie pasjonuję.
Mam przeczucie, że ich nie próbował, bo gdyby tak było, o ptakach nie napisałby już ani słowa :)

Do Jacka Drobnego mam ogromną prośbę — proszę podziel się z nami, swoją historią dochodzenia do takich smaków, bo myślę, że musi być fascynująca. Może być w odcinkach.
No i dziękuję gorąco, za nowe doświadczenie.



tagi: konferencja  lul  wino  kliczków  jacek drobny 

umami
2 lipca 2019 03:02
2     7832    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ainolatak @umami
2 lipca 2019 08:01

Udało się Panu doświadczyć winnej uczty zatem :) Piotr Tryjanowski, niesamowity znawca wina, z pewnością miałby co powiedzieć o tym trunku i nawet mógłby zapomnieć o ptakach, gdyby nie był dostępny dla wszystkich innych ptaków, które słuchały co ćwierkał na konferencji, a integrujących się w restauracji zamkowej (wesele było tylko było tylko w 2 salach, reszta sal była zarezerwowana na naszą pokonferencyjną kolację). Szkoda, że państwo, mimo zmęczenia organizatora nie dotarliscie. Można byłoby wysłuchać wtedy 7 wykładu w wykonaniu profesora i JD ;)) W prawdzie było ryzyko, że wina by szybciej zabrakło, ale jak pokazał później ogródek jego pokłady były dość niewyczerpane ;) 

zaloguj się by móc komentować

umami @ainolatak 2 lipca 2019 08:01
2 lipca 2019 22:47

Daru bilokacji nie opanowałem, dlatego chętnie się dowiem, co tam się działo wieczorem na starym zamczysku :)

O północy już spałem, a o 5 rano obudziłem się i wyruszyłem na obchód okolicy. W sumie dobrze zrobiłem, bo po południu skwar był niemiłosierny.

Ploteczek chętnie posłucham :)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować